Piękna scenografia, wspaniała muzyka i... show must go on!
Ha, wiadomości z ostatniej chwili zawsze są najgorętsze...
Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że znajdę się w tym miejscu, tym czasie i, co najlepsze, w tym towarzystwie, tobym go wyśmiał. Ale potem te kilka chwil miłej, wspólnej samotności, jakże innej od tej "codziennej". Czy samotność może być inna w zależności od okoliczności? Najwyraźniej tak. Bo jak sentymentalny, aczkolwiek nudny Park Jana Pawła II może dorównać uliczkom wokół jego domu? Wyspa Piasek, Most Piaskowy, Ostrów Tumski... zamknięta Wyspa Słodowa i zatarasowany most? Odmienność od codzienności w takim wypadku zbliża.
I wreszcie finał: czteroosobowy skład potrafi skupić uwagę publiczności przez niemal dwie godziny. Z czego jeden z nich... czarodziej, cudotwórca i wariat. Gra zębami nigdy nie zrobiła na mnie jeszcze takiego wrażenia. Rozpoznałem tylko "Satch Boogie" (o ile to w ogóle było to), ale i tak bawiłem się znakomicie.
I wszystko spadło zbiegiem okoliczności, gdy akurat zaczynałem bać się, że cały piękny sen się skończy i wszystko spieprzy. Bo w moich oczach do tego zmierzało. Ale nie stało się. Bo show must go on!
Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że znajdę się w tym miejscu, tym czasie i, co najlepsze, w tym towarzystwie, tobym go wyśmiał. Ale potem te kilka chwil miłej, wspólnej samotności, jakże innej od tej "codziennej". Czy samotność może być inna w zależności od okoliczności? Najwyraźniej tak. Bo jak sentymentalny, aczkolwiek nudny Park Jana Pawła II może dorównać uliczkom wokół jego domu? Wyspa Piasek, Most Piaskowy, Ostrów Tumski... zamknięta Wyspa Słodowa i zatarasowany most? Odmienność od codzienności w takim wypadku zbliża.
I wreszcie finał: czteroosobowy skład potrafi skupić uwagę publiczności przez niemal dwie godziny. Z czego jeden z nich... czarodziej, cudotwórca i wariat. Gra zębami nigdy nie zrobiła na mnie jeszcze takiego wrażenia. Rozpoznałem tylko "Satch Boogie" (o ile to w ogóle było to), ale i tak bawiłem się znakomicie.
I wszystko spadło zbiegiem okoliczności, gdy akurat zaczynałem bać się, że cały piękny sen się skończy i wszystko spieprzy. Bo w moich oczach do tego zmierzało. Ale nie stało się. Bo show must go on!


1 Komentarze:
Ja też byłam i świetnie się bawiłam!
Zwłaszcza stojąc ramię w ramię z cudownym Robertem Razmusem... albo tylko z jego sobowtórem???
Ale i tak było cudownie!
A co do koncertu - mistrzostwo pierwsza klasa!
Prześlij komentarz
<< Home