Dzisiaj opowiadanie
Był piękny, majowy dzień. Ludzie korzystali z wysokiej temperatury, która nagle nastąpiła po nie chcącej się skończyć zimie. Wielu uważało, że tak pięknej i zielonej wiosny dawno nie było, i długo nie będzie. Toteż spacerowali, wzdłuż centralnej ulicy jednego z najmniej ciekawych miast na powierzchni Ziemi.
Spacerowali, wdychając pozornie świeże powietrze.
Spacerowali, a wiatr rozwiewał im włosy.
Jednak byli ludzie, którzy mogliby o tym tylko pomarzyć. W klasztorze na rogu odbywała się ważna, spóźniona uroczystość z okazji wielkanocy. W jednej z klasztornych salek tłoczyli się ludzie. A okna były, nie wiedzieć czemu, pozamykane. Niewiadomo, czy to próba uduszenia obecnych, ale chyba nie, ponieważ organizator był wyjątkowo porządnym człowiekiem.
Zaproszono wielu ludzi. Byli wśród nich przede wszystkim duchowni: najważniejsi księża w mieście, a nawet biskup. Nie obyło się również bez przedstawicieli Prawa I Sprawiedliwości oraz Ligi Polskich Rodzin, wysoko ulokowanych ugrupowań politycznych. Swoją obecnością zaszczyciło nawet Koło Przyjaciół Radia Maryja, jednej z najpopularniejszych rozgłośni w państwie, choć nie tylko. Wujek jednego z obecnych na spotkaniu mówił, że słyszał tę rozgłośnię nawet podczas rejsu na Morzu Śródziemnym.
W środku stała grupa dzieci i młodzieży, ubrana w podobne stroje. Był to znany w mieście zespół religijny. Dwie z reprezentujących go osób stały przy drzwiach. Jedną z nich był długowłosy młodzieniec o niebiesko-zielonych oczach i wyjątkowo wielkim nosie (ten od wujka na Morzu Śródziemnym). Stał w plątaninie różnego rodzaju kabli i przewodów, a w rękach trzymał bordową gitarę basową, która doskonale zgrywała się z jego albą w tym samym kolorze.
Jeden z obecnych przemawiał do mikrofonu. Wszyscy słuchali z uwagą, bo podawał się (tudzież był podawany) za prezydenta miasta. Nie było to prawdą, gdyż prawdziwy prezydent był niedysponowany. Konkretnie, siedział w więzieniu.
Zastępca mówił coś o niczym, co było charakterystyczne dla ludzi jego stanowiska. Dziękował obecnym za przyjście, prawił coś o polityce (na tle katolickim), aż w końcu zacytował księdza Jana Twardowskiego i oddał głos biskupowi.
Ten mówił również na temat polityki na tle katolickim ("nie chrześcijańskim, nie religijnym, ale właśnie katolickim!"). Słuchający go basista wreszcie się wyłączył.
Po jakimś czasie pobłogosławiono obecnych i poproszono zespół o zaśpiewanie. Jednak wkręciła się jeszcze starsza pani cytująca... (autor zapomniał...).
Dobrze przygotowana grupa wreszcie zaczęła grać jedną z wesołych piosenek. A "słuchający" nagle ruszyli ku sobie wzajemnie składać życzenia świąteczne z udawaną grzecznością.
Niesłyszący nic (w szczególności siebie) basista po dwóch kawałkach wkurzył się i przestał grać cokolwiek, zaczął się składać i pakować. Spotkał swojego znajomego starszego pana, udzielającego się w polityce. Pogadał, postał, pobujał się...
Wyszedł. Mijając się z jednym z kumpli, usłyszał "ale nas słuchali, no nie?"
Później, wchodząc do domu, spotkał dwóch kolegów. Jeden z nich to jego sąsiad, słynny w mieście wokalista. Pogadali o sprawie, a ten powiedział "jak ja nie lubię ortodoksji"...
Basista stwierdził, że gdyby tak porozciągać to, co powiedział, możnaby mu było przyznać rację.
Witajcie. Pozdrawiam.
Spacerowali, wdychając pozornie świeże powietrze.
Spacerowali, a wiatr rozwiewał im włosy.
Jednak byli ludzie, którzy mogliby o tym tylko pomarzyć. W klasztorze na rogu odbywała się ważna, spóźniona uroczystość z okazji wielkanocy. W jednej z klasztornych salek tłoczyli się ludzie. A okna były, nie wiedzieć czemu, pozamykane. Niewiadomo, czy to próba uduszenia obecnych, ale chyba nie, ponieważ organizator był wyjątkowo porządnym człowiekiem.
Zaproszono wielu ludzi. Byli wśród nich przede wszystkim duchowni: najważniejsi księża w mieście, a nawet biskup. Nie obyło się również bez przedstawicieli Prawa I Sprawiedliwości oraz Ligi Polskich Rodzin, wysoko ulokowanych ugrupowań politycznych. Swoją obecnością zaszczyciło nawet Koło Przyjaciół Radia Maryja, jednej z najpopularniejszych rozgłośni w państwie, choć nie tylko. Wujek jednego z obecnych na spotkaniu mówił, że słyszał tę rozgłośnię nawet podczas rejsu na Morzu Śródziemnym.
W środku stała grupa dzieci i młodzieży, ubrana w podobne stroje. Był to znany w mieście zespół religijny. Dwie z reprezentujących go osób stały przy drzwiach. Jedną z nich był długowłosy młodzieniec o niebiesko-zielonych oczach i wyjątkowo wielkim nosie (ten od wujka na Morzu Śródziemnym). Stał w plątaninie różnego rodzaju kabli i przewodów, a w rękach trzymał bordową gitarę basową, która doskonale zgrywała się z jego albą w tym samym kolorze.
Jeden z obecnych przemawiał do mikrofonu. Wszyscy słuchali z uwagą, bo podawał się (tudzież był podawany) za prezydenta miasta. Nie było to prawdą, gdyż prawdziwy prezydent był niedysponowany. Konkretnie, siedział w więzieniu.
Zastępca mówił coś o niczym, co było charakterystyczne dla ludzi jego stanowiska. Dziękował obecnym za przyjście, prawił coś o polityce (na tle katolickim), aż w końcu zacytował księdza Jana Twardowskiego i oddał głos biskupowi.
Ten mówił również na temat polityki na tle katolickim ("nie chrześcijańskim, nie religijnym, ale właśnie katolickim!"). Słuchający go basista wreszcie się wyłączył.
Po jakimś czasie pobłogosławiono obecnych i poproszono zespół o zaśpiewanie. Jednak wkręciła się jeszcze starsza pani cytująca... (autor zapomniał...).
Dobrze przygotowana grupa wreszcie zaczęła grać jedną z wesołych piosenek. A "słuchający" nagle ruszyli ku sobie wzajemnie składać życzenia świąteczne z udawaną grzecznością.
Niesłyszący nic (w szczególności siebie) basista po dwóch kawałkach wkurzył się i przestał grać cokolwiek, zaczął się składać i pakować. Spotkał swojego znajomego starszego pana, udzielającego się w polityce. Pogadał, postał, pobujał się...
Wyszedł. Mijając się z jednym z kumpli, usłyszał "ale nas słuchali, no nie?"
Później, wchodząc do domu, spotkał dwóch kolegów. Jeden z nich to jego sąsiad, słynny w mieście wokalista. Pogadali o sprawie, a ten powiedział "jak ja nie lubię ortodoksji"...
Basista stwierdził, że gdyby tak porozciągać to, co powiedział, możnaby mu było przyznać rację.
Witajcie. Pozdrawiam.


13 Komentarze:
No to było słodkie!
Ileż znajomych twarzy...
Ileż uścisków...
Ileż (tfu!) całusów...
że też nikt nikomu niczego nie odgryzł???
Grupa wspaniale zdała egzamin
z grania w trudnych warunkach!
Gratuluję!
Mnie się podobało.
Pobijamy rekordy
grania koncertów
w ciągu 10 miesięcy!
Zasadniczo, nie lubię grać do jajek...
ale tak szlachetnych
i dobrze ustawionych
już dawno nie widziałam!
Poza tym... tak trudne warunki
uczą pokory, jak nic!
Hihi... Ja to już ze śmiechu nie mogłam wyrobić z tej 'starszej pani' (ale nie miała chyba moherku,co?!) ale ogólnie to było duszno,strasznie duszno... A później jeszcze mama naszej byłe skrzypiaczki (nie wiem jak się to pisze) zamknęła oostatnie,ratujące nas wszystkich okno.. Bu.... a to przepychanie się ludzi..Paranoja, no nie?! Ale ogólnie było śmiesznie, jak zwykle =) A jak jeszcze raz będziesz takie karpie strzelał to już nie żyjesz!!
Witam po długiej przerwie, KrzAKu! Mnie też wkurzyło, że ludzie zamiast posłuchać naszych pieśni, mieli nas daleko w nosie i rzucili się do bufetu. Albo przychodzimy i śpiewamy, albo nie przychodzimy i goście idą do bufetu.
Hmmm... Wiesz, ze Juliusz Cezar tez pisał o sobie w trzeciej osobie? Tak wiec, moze z Ciebie tez jest człowiek o równie wielkim potencjale możliwości... A z drugiej strony...
Hmmmm... Z tego co czytałam to Adolf Ha. też używał trzeciej osoby...
:)
Nie piszę o sobie w trzeciej osobie, tylko piszę opowiadanie zainspirowane "Weselem w Atomicach" Mrożka oraz sytuacją z własnego przeżycia. Tak samo, jak "Wesele" Wyspiańskiego.
Coś tak weselnie się zrobiło...
Matusewicz nie siedzi w więzieniu. Dostał wyrok w zawieszeniu, a poza tym widuję go pod blokiem.
aaa... no, ale coś w stylu "aresztu domowego", bo na mieście by go skopali. tcs, dzięki za przypomnienie.
No, moze nie konkretna trzecia osoba. Ale tak mi sie skojarzyło...
Wesele w Atomicach znam i jakos tak mi to sie nie kojarzy... A kurwiarz Wyspiański tym bardziej...
I weselnie nie jest... [bardzo dobrze] Bardziej... Hmmm... Jajecznie :)
chyba jestem "niedoinformowana" bo dla mnie to nie było aż tak zabawne. może dlatego, ze czytałam co drugą linijkę ;) Wybacz KrzAK, ale taki kawał tekstu, o tej porze to dla mnie za dużo :D
Aga, to nie miało być zabawne, a ukazywać prawdę o złym wychowaniu dobrze ustawionych.
Uh, dla mnie troszkę za długie. Już któryś raz z rzędu się zabieram do przeczytania, i nie mogę się skupić. Ale w końcu mi się uda.
"Złe wychowanie" to bardzo dobry film Almodovara.
FArbensi byli świetni... Do tej pory po głowie mi Matura z Helikopterami i Rozkołysanką [śpiewaną do spólki z Radkiem :] chodzą... Super :)
Prześlij komentarz
<< Home