Twelve minutes to midnight!!!
Ale nie o Iron Maiden dzisiaj. Po prostu po całym dniu przesiedzonym w domu, złapałem fioła na Beatlesów. Pomyśleć, że większość tego, czego słucham, to od nich pochodzi... Łezka się w oku kręci. Poza tym dalej jakieś dziwne uczucie na widok tych głupich magazynów widocznych z mojego okna. A jeszcze dziwniejsze po zapuszczeniu się między nie w piątkowy wieczór. Muszę się przejść kiedyś między te trzy dziwne bloki - w miejsce z tamtego dziwnego snu... Wydaje mi się ono odrębnym światem, choć jest tak blisko. Jednak, jak jest jasno, to nie ma po co, a jak ciemno to się boję.
Pojutrze niezręczne święto - Walentynki. Tija... jakby każdy wspólny dzień nie był Dniem Zakochanych. Tylko sobie wybrali taki jakiś czternasty lutego.
A to, co ja piszę, traci sens z notki na notkę. Kiedyś wywalę tego bloga.
Z pozdrem.
EDIT: Te bloki są dwa, a nie trzy... Mówiłem, że odległy/odrębny świat. To jest jakieś dziwne. Albo to ja jestem dziwny. Wybieram póki co tą drugą odpowiedź.
A po Beatlesach winamp wylosował mi piosenkę Eamona - "I don't want your back (Fuck it)". Miło. Tak sobie wspominam, że to od niej się chyba wszystko zaczęło... Dlaczego to nie może mi się przyśnić?
Apropos, wyjaśnię może, dlaczego te dwa bloki i magazyny. Dlatego, że kiedyś tam byłem we śnie. I nie były to magazyny, tylko zamek/pałac w takim trochę wschodnim stylu. I byli tam jacyś ludzie... tak jakoś w stylu Amiszów żyli - tylko, że jeszcze bardziej przedpotopowo. Strawa* była tak szeroka, jak Pilica w Sulejowie, a kto wie, jak szeroka jest Strawa, to wie, że to wielkie poszerzenie. Pamiętam, że chyba pomagałem w czymś tym ludziom - nie potrafili przepłynąć Strawy czy coś takiego. To było dawno, nie pamiętam. Ale wiem, że później do akcji wkroczyła magia. Ostra, nie jakieś tam czarymary.
A dlaczego Wam o tym mówię i się w to tak angażuję?
A dlatego, że to jedyny sen, z jakiego cokolwiek konkretnego pamiętam. Nie jakieś urywki, jak ze snów o przejściu się po jakimś dziwnym parku z osobą kiedyś mi bliską, o tym, że dziadek mojego kuzyna zostaje księdzem proboszczem, ani o tym jak jeden z moich kumpli topi się w toalecie. Te sny nie są akurat dla mnie tajemnicą...
*Strawa - rzeka w moim mieście, szerokość ok. 1 metr.
Pojutrze niezręczne święto - Walentynki. Tija... jakby każdy wspólny dzień nie był Dniem Zakochanych. Tylko sobie wybrali taki jakiś czternasty lutego.
A to, co ja piszę, traci sens z notki na notkę. Kiedyś wywalę tego bloga.
Z pozdrem.
EDIT: Te bloki są dwa, a nie trzy... Mówiłem, że odległy/odrębny świat. To jest jakieś dziwne. Albo to ja jestem dziwny. Wybieram póki co tą drugą odpowiedź.
A po Beatlesach winamp wylosował mi piosenkę Eamona - "I don't want your back (Fuck it)". Miło. Tak sobie wspominam, że to od niej się chyba wszystko zaczęło... Dlaczego to nie może mi się przyśnić?
Apropos, wyjaśnię może, dlaczego te dwa bloki i magazyny. Dlatego, że kiedyś tam byłem we śnie. I nie były to magazyny, tylko zamek/pałac w takim trochę wschodnim stylu. I byli tam jacyś ludzie... tak jakoś w stylu Amiszów żyli - tylko, że jeszcze bardziej przedpotopowo. Strawa* była tak szeroka, jak Pilica w Sulejowie, a kto wie, jak szeroka jest Strawa, to wie, że to wielkie poszerzenie. Pamiętam, że chyba pomagałem w czymś tym ludziom - nie potrafili przepłynąć Strawy czy coś takiego. To było dawno, nie pamiętam. Ale wiem, że później do akcji wkroczyła magia. Ostra, nie jakieś tam czarymary.
A dlaczego Wam o tym mówię i się w to tak angażuję?
A dlatego, że to jedyny sen, z jakiego cokolwiek konkretnego pamiętam. Nie jakieś urywki, jak ze snów o przejściu się po jakimś dziwnym parku z osobą kiedyś mi bliską, o tym, że dziadek mojego kuzyna zostaje księdzem proboszczem, ani o tym jak jeden z moich kumpli topi się w toalecie. Te sny nie są akurat dla mnie tajemnicą...
*Strawa - rzeka w moim mieście, szerokość ok. 1 metr.


9 Komentarze:
Mhm... Chyba mój najlepszy basista najlepszego zespołu cosik wącha przed snem???
Mnie się ostatno śniło (z piątku na sobotę - co podobno się sny spełniają), że z Debilosami lecieliśmy samolotem na kuncerty za ocean... Byłam posikana ze strachu! Kapitan mnie pocieszał. Ale co ciekawsze - nie siedział w kabinie pilota, ino obok mnie w klasie 2 na rozpadających się fotelach...
Wstałam rano, jak w transie. Ale wieczorem nic nie brałam, serialnie???
KrzAKu, może jakaś terapia przed snem?
Znam dobrego psychologa...
Szczerze mówiąc, spodziewałem się takiej reakcji. Psychol, ćpun, tego się jeszcze namnoży. Czekam tylko na kolejne osoby - a chodzi w ogóle o coś innego. Po prostu jest to coś dziwnego, a biorąc pod uwagę częste czytanie o magyi, wydaje mi się, że coś w tym jest. Cóż...
Ja też znam świetnego psychologa.
KrzAK się zezłościł tra...lalalala!
O jak bardzo się zezłościł tra...lalalalala!
KrzAK się zezłościł tra...lalalala!
O! jak bardzo KrzAK zezłościł się! O! O!
Jestem za głupia.. a z magii to tylko... Harry Harry i Władca!
Czy o takiej magii KrzAKu powiadał i czytał?
Chyba nie...
Pozdrawiam.
Nie, po prostu mówię o normalnej magyi. A tam to się tyle pisze, że dla niektórych "to, co niewidzialne, staje się dotykalne". Jeszcze do tego dochodzi zeszłoroczny fioł na przepowiednie...
A zresztą... No dobrze, niech będzie i Harry Potter. Jak w tę mańkę podchodzimy, to niech będzie w tę. Zgadzam się. W takim razie, na jakiej zasadzie istniała Ulica Pokątna?
Pozdrawiam.
Sny bywają głupie. Szczególnie jeden mój o sadzeniu krokusów (NIE, NIE NIE to nie była marihuana!). Albo schizy o drugiej w nocy ze sprzątaniem pokoju... Niee, źle ze mną... W wakacje jadę na Majorkę do psychiatryka. Tam podobna są najlepsze zakłady. HIHIHI, żartuję. Za dobrze mi z moją "nienormalnością", nie chcę się jej pozbywać :P
Pozdrawiam
No proszę!
Jest nas więcej! Już jestem spokojna.
KrzAK się juz nie gniewa! Tralali...tralala...
Ech!
Może i są głupie, ale czy czasami nie można się oderwać od rzeczywistości? A schizy są super. Jak ta moja z praniem rękawiczek o 1 czy 2 w nocy...
Nawiasem mówiąc, schodzę na psy. Sam sobie komentuję bloga... :)
I nie tylko ty :)
Ja mam od pewnego czasu shize na truskawki :) Po pierwsze non stop przewijają się w moich wierszach (nawet w wizjach morderstw ze szczególnym okrucieństwem na tle seksualnym mam truskawki...) i tekstach prozatorskich mam truskawki... I u mnie w zamrażalniku zawsze musi być torba z mrożonymi truskawkami bo często w nocy mnie napada i wyżeram truskawki. AW dzień jakoś się hamuję, ale w nocy wychodzi ze mnie coś i nie hamuję się już :D
A druga shiza to na teksty... Niektórzy wiedzą, jakie rzeczy ostantio mnie inspirują... DOsyć dziwnie to wychodzi, bo ja nie wyglądam na psyhopatkę o skłonnosciach do przemocy :D A moze i wyglądam...Ale to w końcu tylko teksty. A z zębami rzucam sie tylko na jednego osobnika :D :D :D
Pozdrawiam :D
***Thunderstorm***
Tylko, że truskawki to smaczne owoce, a teksty to ciekawa inspiracja. Ale kilka cholernych, odrapanych bloków? Jeszcze bać się tam iść...
PS. Ręka w gipsie:P
Pozdrawiam swoich fanów!
Prześlij komentarz
<< Home