Zazdrość - troska czy brak zaufania?
Nie wiem, jak zacząć, bo nie potrafię wymyślić czegokolwiek sensownego bez zastosowania tej dziennikarskiej, perfidnej niekiedy, "nuty wciągnięcia do tematu".
Słucham sobie pewnej piosenki zespołu Hey, której tytułu każdy chyba się domyśla. Może nie traktuję jej tekstu dosłownie, bo byłoby to zbyt drastyczne i graniczyłoby z faszyzmem.
Mam do Was pytanie: skąd się bierze zazdrość? Czy z nadmiernej troski o drugą osobę? Z obawy o nią? Z niemożliwości życia bez niej? Z miłości obsesyjnej? Ukochaną osobę zwykle się traktuje jak bóstwo. Wystawia się ją ponad wszystko i chce się robić wszystko tak, aby było jej jak najlepiej. Bo miłość to chęć dobra drugiej osoby. I tu ujawnia się druga strona medalu, a mianowicie: czy tak rzeczywiście jest dla niej najlepiej? Raczej nie. Zalew krwi na widok trzeciej osoby, nawet niezagrażającej związkowi, zdecydowanie nie jest dobry dla pary. Jest bardziej szkodliwy, niż takowej osoby obecność. Nie można drugiej osobie "złotej klatki kupić, karmić owocami, a do nogi przymocować złotej kuli z diamentami". Wychodzi na to, że zazdrość powstaje jednak z egoizmu. No i w co wierzyć?
Ja pomimo wszystko uważam, że zazdrość powstaje z troski i, póki nie szkodzi związkowi, nie jest niczym złym. Egoizm jest tylko niechcianym produktem ubocznym. Jak to ktoś powiedział, "bez zazdrości nie ma miłości". A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zapraszam do wypowiedzi.
Słucham sobie pewnej piosenki zespołu Hey, której tytułu każdy chyba się domyśla. Może nie traktuję jej tekstu dosłownie, bo byłoby to zbyt drastyczne i graniczyłoby z faszyzmem.
Mam do Was pytanie: skąd się bierze zazdrość? Czy z nadmiernej troski o drugą osobę? Z obawy o nią? Z niemożliwości życia bez niej? Z miłości obsesyjnej? Ukochaną osobę zwykle się traktuje jak bóstwo. Wystawia się ją ponad wszystko i chce się robić wszystko tak, aby było jej jak najlepiej. Bo miłość to chęć dobra drugiej osoby. I tu ujawnia się druga strona medalu, a mianowicie: czy tak rzeczywiście jest dla niej najlepiej? Raczej nie. Zalew krwi na widok trzeciej osoby, nawet niezagrażającej związkowi, zdecydowanie nie jest dobry dla pary. Jest bardziej szkodliwy, niż takowej osoby obecność. Nie można drugiej osobie "złotej klatki kupić, karmić owocami, a do nogi przymocować złotej kuli z diamentami". Wychodzi na to, że zazdrość powstaje jednak z egoizmu. No i w co wierzyć?
Ja pomimo wszystko uważam, że zazdrość powstaje z troski i, póki nie szkodzi związkowi, nie jest niczym złym. Egoizm jest tylko niechcianym produktem ubocznym. Jak to ktoś powiedział, "bez zazdrości nie ma miłości". A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zapraszam do wypowiedzi.


10 Komentarze:
kto sie czubi ten sie lubi ;)
Myśle ze zazdrość bierze sie z braku zaufania...Jeżeli nie ufam drugiej osobie w 100% co do jej/jego wiernosci to zaczynam sie zastanawiac, czy mógłby/mogłaby mnie zdradzić...
Z mojej perspektywy to takze próba przywłaszczenia sobei kogoś... "Bo jaj jestem z nim/nią to jest tylko mój/moja...". Ale każdy z nas ma swój świat, mniej czy bardziej sprzężony ze swiatem tej drugiej osoby, ale zawsze swój.
Nie wyobrazam sobie byc z kimś, kto jest mnie zazdrosny... A jeśli jest juz zazdrosny to niech tego nei okazuje. Bo dla mnie obraza jest zazdrośc, bo wiaze sie z brakiem zaufania. Przynajmninej z mojej strony tak to wygląda.
"Ja pomimo wszystko uważam, że zazdrość powstaje z troski i, póki nie szkodzi związkowi, nie jest niczym złym."
Sorry, ale o jakiej trosce tu mowa? Skąd masz pewność, jak szerokie granice roztacza wasze uczucie i kiedy one zostaną przekroczone?
Zawsze wydawało mi się, że gdy mowa o miłości - to mowa o akceptacji, zaufaniu, tolerancji, uczciwości, wierności... i jeśli zabraknie któregoś ze "składników" eliksiru miłości - to o jakim uczuciu tu mowa?
Próbujmy dążyć do doskonałości a nie upraszczajmy wszystkiego dla połechtania i dowartościowania naszego EGO.
Doprawdy, BARDZO dziękuję za zrozumienie... BARDZO jestem wdzięczny... Aż maksymalnie bardzo...
Oj, nie przesadzaj.
Mówiłam o miłosci utopijnej, która nie wymaga zadnych dopełnień. Nie ma w niej kłótni, zaufanie jest nieograniczone.
Życze ci takiej miłosci.
Ale zeby ją miec, to trzeba pracowac. I nad soba i nad tą druga połówką.
A co powiecie na taką sytuację: ma się kompletne zaufanie do drugiej osoby, natomiast nie ma się kompletnie zaufania do tej "trzeciej". Czy to wtedy jest zazdrość? Bo może ta notka w ogóle nie miała racji bytu...
"bez zazdrości nie ma miłości"
Moim zdaniem w tej myśli jest trochę racji. Tylko trzeba uważać, żeby nie przesadzić. Odrobina zazdrości w związku doda trochę pikanterii. Druga połowa poczuje się bardzo ważna, a w związku z tym zrozumie, jak bardzo zależy jej na drugiej osobie. Ale przede wszytskim trzeba sobie ufać. Bez tego, żaden związek nie ma szans.
Zgłupieć można!
Pikanterii to można dodać do posiłków. Jest tyle sposobów na okazywanie sobie uczuć i tego jak ważną osobą jest dla mnie ta druga moja połówka! Można to czynić w słowach, czynach, gestach drobnych, wielkich...
Nadal powtarzam, że ZAUFANIE to podstawa.
Każde, nawet najmniejsze natężenie zazdrości wprowadza chaos w związek. Domysły, wyobrażenia - przecież to chore?!
A co do trzeciej osoby - to w końcu jest trójkąt?
Ty masz ufać swojej dziewczynie, a Twoja dziewczyna ma ufać Tobie. I choćby świat się walił dookoła i same cudowne elfy wokół Was krążyły... jeśli prawdziwie kochacie - nic i nikt nie zagłuszy Waszego uczucia, czystego uczucia!
DObrze gado naloc mu kielicho.
Jeśli chodzi o te wpisy prócz moich, to chyba "jej".
Poza tym, czemu te komentarze odwołujecie do mnie? Jest to blog publiczny i tu piszę ogólnie...
Prześlij komentarz
<< Home