(nie tak) dawne czasy...
Posprzątałem dziś w szufladach... Coś dziwnego.
Sprzątając, znalazłem jakieś stare płyty, których teraz nie słucham. Były to składanki sprzed dwóch-trzech lat, gromadzone i przegrywane od kolegów. Postanowiłem włączyć...
I co tam było? Na pierwszy ogień poszła piosenka "Alive" zespołu Payable On Death, który kiedyś uwielbiałem. I ten sam, ostry riff i ciekawy wokal Sandovala... nie zrobił na mnie większego wrażenia. Na drugi ogień poszedł zespół Papa Roach (piosenka "She loves me not") - jak to kiedyś określałem, połączenie pop-punka z nu-metalem. Również średnio mi się to podobało. Ciekawe uczucie naszło mnie, gdy włączyła się piosenka Metalliki - "St Anger". Minęły dwa lata, odkąd ją uwielbiałem. Dorosłem i... cofnąłem się. Bo do "Reload" czy "Black Album" - starszych płyt Metalliki - jeszcze sobie wracam. A do "St Anger"? Nigdy. Jest to dla mnie rąbanka. Po sześciu minutach utwór przełączyłem. Później usłyszałem "Aeriels" zespołu System Of A Down. Znowu coś dziwnego - wtedy to lubiłem, a było to praktycznie w ogóle nieznane. Teraz, gdy o tym zespole słyszy się do znudzenia na lewo i prawo, nie robi na mnie wrażenia. Owszem, w przeciwieństwie do P.O.D. czy P.R., tego jeszcze lubię posłuchać, ale nic specjalnego.
Przypomniałem sobie moje pierwsze kroki w gimnazjum. Zbuntowany, próbujący na siłę być "TRUE" ("tróó":D) "rockman" cieszący się jak dziecko z jednej czarnej koszulki i śmiejący się ze wszystkich hip-hopowców, technomaniaków i dresiarzy. Choć słuchałem Linkin' Park, The Rasmus, HIM (dziś mi nie przeszkadza), Placebo, Foo Fighters, naprawdę liczył się dla mnie tylko jeden zespół - Nirvana. Patrzę na swój plecak. Naszywka ciągle jest, ale noszę ją z przyzwyczajenia, z sentymentu do niej oraz do zespołu, który wprowadził mnie w rockowo-grunge'owo-metalowe, a w konsekwencji - punkowo-reggałowo-bluesowe klimaty. Wtedy znałem z pięć piosenek Pidżamy Porno. Dezertera uznawałem za wyższą szkołę jazdy, wielki anarchistyczny zespół. Akuratu i happysadu (chodź to drugie to dziwne) w ogóle nie znałem. Gdy usłyszałem, że w moim mieście jest koncert Comy, nie wzruszyło mnie to. Słyszałem, że istnieje coś takiego jak TSA, ale uważałem to za zespół dla pięćdziesięcioletnich "wiecznie młodych dużych dzieci". I wreszcie... najgorsze, co wtedy robiłem. Traktowałem jak satanistę każdego, kto wspomniał przy mnie nazwisko Staszewski ("Kazik to szmata! Wprowadził rap w Polsce"), a słuchających Dżemu wyśmiewałem. A teraz, na ironię, są to moim zdaniem dwa najlepsze zespoły. Nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Z tzw. "modnego rocka" się wyrasta. Prędzej czy później. Oczywiście istnieją jeszcze zespoły, które lubię pomimo upływu tych dwóch lat. Są to Iron Maiden (weterani, ale ja podniecałem się płytą "Dance of death"), Nightwish, Farben Lehre czy Audioslave.
I teraz ogłaszam wszem i wobec, że BARDZO się cieszę z urodzenia się w 1990, a nie w 1992 roku. Bo wtedy tobym chyba słuchał Tokio Hotel...
Pozdro...
PS: Właśnie słucham "Lithium" i czuję, że z Nirvany jednak coś mi zostało...
Sprzątając, znalazłem jakieś stare płyty, których teraz nie słucham. Były to składanki sprzed dwóch-trzech lat, gromadzone i przegrywane od kolegów. Postanowiłem włączyć...
I co tam było? Na pierwszy ogień poszła piosenka "Alive" zespołu Payable On Death, który kiedyś uwielbiałem. I ten sam, ostry riff i ciekawy wokal Sandovala... nie zrobił na mnie większego wrażenia. Na drugi ogień poszedł zespół Papa Roach (piosenka "She loves me not") - jak to kiedyś określałem, połączenie pop-punka z nu-metalem. Również średnio mi się to podobało. Ciekawe uczucie naszło mnie, gdy włączyła się piosenka Metalliki - "St Anger". Minęły dwa lata, odkąd ją uwielbiałem. Dorosłem i... cofnąłem się. Bo do "Reload" czy "Black Album" - starszych płyt Metalliki - jeszcze sobie wracam. A do "St Anger"? Nigdy. Jest to dla mnie rąbanka. Po sześciu minutach utwór przełączyłem. Później usłyszałem "Aeriels" zespołu System Of A Down. Znowu coś dziwnego - wtedy to lubiłem, a było to praktycznie w ogóle nieznane. Teraz, gdy o tym zespole słyszy się do znudzenia na lewo i prawo, nie robi na mnie wrażenia. Owszem, w przeciwieństwie do P.O.D. czy P.R., tego jeszcze lubię posłuchać, ale nic specjalnego.
Przypomniałem sobie moje pierwsze kroki w gimnazjum. Zbuntowany, próbujący na siłę być "TRUE" ("tróó":D) "rockman" cieszący się jak dziecko z jednej czarnej koszulki i śmiejący się ze wszystkich hip-hopowców, technomaniaków i dresiarzy. Choć słuchałem Linkin' Park, The Rasmus, HIM (dziś mi nie przeszkadza), Placebo, Foo Fighters, naprawdę liczył się dla mnie tylko jeden zespół - Nirvana. Patrzę na swój plecak. Naszywka ciągle jest, ale noszę ją z przyzwyczajenia, z sentymentu do niej oraz do zespołu, który wprowadził mnie w rockowo-grunge'owo-metalowe, a w konsekwencji - punkowo-reggałowo-bluesowe klimaty. Wtedy znałem z pięć piosenek Pidżamy Porno. Dezertera uznawałem za wyższą szkołę jazdy, wielki anarchistyczny zespół. Akuratu i happysadu (chodź to drugie to dziwne) w ogóle nie znałem. Gdy usłyszałem, że w moim mieście jest koncert Comy, nie wzruszyło mnie to. Słyszałem, że istnieje coś takiego jak TSA, ale uważałem to za zespół dla pięćdziesięcioletnich "wiecznie młodych dużych dzieci". I wreszcie... najgorsze, co wtedy robiłem. Traktowałem jak satanistę każdego, kto wspomniał przy mnie nazwisko Staszewski ("Kazik to szmata! Wprowadził rap w Polsce"), a słuchających Dżemu wyśmiewałem. A teraz, na ironię, są to moim zdaniem dwa najlepsze zespoły. Nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Z tzw. "modnego rocka" się wyrasta. Prędzej czy później. Oczywiście istnieją jeszcze zespoły, które lubię pomimo upływu tych dwóch lat. Są to Iron Maiden (weterani, ale ja podniecałem się płytą "Dance of death"), Nightwish, Farben Lehre czy Audioslave.
I teraz ogłaszam wszem i wobec, że BARDZO się cieszę z urodzenia się w 1990, a nie w 1992 roku. Bo wtedy tobym chyba słuchał Tokio Hotel...
Pozdro...
PS: Właśnie słucham "Lithium" i czuję, że z Nirvany jednak coś mi zostało...


8 Komentarze:
Czuję się urażona fragmentem o roczniku 1992...
Co do muzyki to trudno mi się wypowiedzieć co się ze mną stało na przestrzeni czasu,bo mam dopiero 13 lat,ale moge powiedzieć o tym czego słucham teraz.Od bardzo dawna wielkie wrażenie rob na mnie NIRVANA-zespół który oprócz muzyki stworzył pewną ideologię z której podobno się wyrasta.Być może,ja mam jednak nadzieję,że za kilka- lub kilkanaście lat powróce do "In bloon","Where did you sleep last night" czy "Smells like teen spirit".Od niedawna słucham TSA,ale bardzo szybko stali się moi ulubionym zespołem.Kult,KNŻ i wszytsko z czym tylko związany był Kazik Staszewski jest dla mnie jak religia.Może przesadzam,ale napewno jest to la mnie bardzo wazne.Wbrew pozorom jego teksty uczą,szczególnie piosenki o komuniźmie,hoć niestety niewszyscy je rozumieją...Jeśli chodzi o muzykę Kazika to trudno jest to przyłączyć do jakiegoś gatunku...On tworzy muzyke którą czuję i zbrodnią byłoby jednoznaczne "włożenie jej do jakies szufladki".Słucham też Heya,Dezertera.Kiedys moim ulubionym zespołem był T.Love,teraz to po prostu lubiany przeze mnie zespół.
Pozdrawiam:)
Otóż to!
Muzyka i teksty ulegają przemianie jak zmienia się historia, światopogląd i zapotrzebowanie ludzi…
Jak to jest możliwe, że kapele "wiekowe" czasami są nie do przełknięcia dziś, a kawałki z lat ich młodości (choć niezrozumiałe poniekąd) przez młodzież uwielbiane i słuchane namiętnie…?
A może mimo wszystko warto stawiać na młode kapele? Dzisiaj czasy spokojniejsze… kwestia buntu, wolności, patriotyzmu (w przypadku nas Polaków) i ubliżania politykom – nie robi większego wrażenia, stąd ogromny trud w odnalezieniu tej fali, na którą wskoczyliby słuchający.
A może jednak warto być muzycznym patriotą i stawiać na POLSKĄ MUZYKĘ? "Dać im sznsę!"
Wiem, wiem KrzAKu, za dużo pytań… no taki dziwny dziś dzień!(DDD)Ha!
Pozdrawiam i polecam porządki - zawsze mogą nas zaskoczyć!
U mnie wychodzi podobnie, jak u Ciebie, KrzAku... Koło piątej klasy podstawówki, kiedy chodziłam tylko w czarnych ciuchach i myslałam, ze bardziej "metalowa" być już nie moge, to słuchałam czegos na kształt Linkin Park, POD, oraz róznych takich wynalazków... I równolegle wychowywałam sie na Kaziku (który mimo wszystko nadal ma miejsce w słuchanej przeze mnie muzyce) i Pidżamie Porno... Ta ostatnia jest słuchana przeze mnie z niesłabnącym zamiłowaniem do tej pory.
Obecnie chyba troszke sie zmieniłam... Słucham w większosci polskiej muzyki, a najczesciej piotrkowskiej. Przekonałam sie do twórczosci młodych, dlatego w pirewszej trójce zawsze stoją u mnie chłopcy z Poltergeista i z Północy. Dalej od dawna pozostają Pidżama Porno, Hey, a ostatnio dołączyli także Normalsi, Kuriozum i Happysad. Z zagranicznych pozostają Nirvana, Guano Apes i nieśmiertene The Doors.
Jedna teraz słuchając muzyki zwracam uwagę na coś zupełnie innego, niż kiedyś dawno temu... Teraz szeroko rozumiane pojęci muzyki ma dla mnie zupełnie inne znaczenie...
nie no ! napisałam przed chwilą komenta i mi sie skasował ! ;]
Jestem tu poprzez rade niejakiej Hopeless :]
Widze ze wspomniałeś o 3 moich ulubionych zespołach : Linkin Park, System of a Down i Nirvanka ;] Mam nadzieje ze za 2 lata mi nie minie miłosc do Tych zespolików ;]
I jeszcze mała uwaga : ja jestem urodzona w 1992 i nie nawidze tokio hotel ! Podobnie jak duzo osób z mojego rocznika...ale to tak na marginesie ;]
Pozdro !!!
P.S. Świetny blog ! ;>
I zapraszam do mnie : www.levis.mylog.pl
aaaaaaaaaaa !!!!!!!!! Pisze tego komenta już 3 raz !!! i zawsze mi sie kasuje !!!! ;] dobra, moze w skrócie : Ja słucham LP, Systema i Nirvanki i mam małą uwagę : Ja jestem urodzona w 1992 roku i nie nawidze tokio hotel podobnie jak wielu moich rówieśników...;]
I zapraszam do mnie : www.levis.mylog.pl
Pozdro !
P.S. świetny blog..:]
zaloz koszulke a bede ci mowil 'do twarzy ci z trupem' ;)
To były czasy, kiedy Kamil... ekhm, VANION, lubił jeszcze Pidżamę Porno... Łezka się w oku kręci...
A koszulkę Nirvany jeszcze gdzieś mam. Jak mi już nic czarnego nie zostaje, to ją zakładam...
A ja urodziłam się w 1994 (i nie słucham Tokio Hotel).
SOAD, P.O.D., My Chemical Romance, Nirvana... hmm... Rock żyje!!!
I tyle...
Prześlij komentarz
<< Home