LINKI

Godne polecenia blogi:

Rehyka
Polifonia
Szarotka
Ptasiek
Jej Pisanko
Arczi
Petrikauer
vanion

Szczególnie ważne linki:

Panaceum
Forum klasy 1d
Moja galeria
Ja w Gronie
Forum Artura o kapelach z P-kowa

Muzyka:

Myslovitz
Dżem
TSA
Coma
Akurat
Dezerter
Kult/Kazik/KNŻ
Pidżama Porno
Wilki
happysad
Hunter

Ziomalskie zespoły:)

Normalsi
Kuriozum
Amnezja
półNOC

Ciekawe:

Chrobry
Baldursite
Musical R&J
Dobry serwis z mp3
Dla gitarzystów
Kurs HTML
Radio ma w Ryja LoSUX
Bash


AntyPokemon
AntyPokemon
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

niedziela, grudnia 18, 2005

Życie kulturalne w centralnopolskiej mieścinie

Ostatnio zacząłem czynnie brać udział w życiu kulturalnym mojego miasta, gdyż takowe właśnie niedawno powstało. Może opowiem o dwóch, ostatnich bardzo ważnych wydarzeniach w naszym kochanym MOKu.

"Pomarańcze i mandarynki..."
Wczoraj (17.12.2005) odbył się spektakl z repertuaru Teatru imienia Stefana Jaracza w Łodzi - "Pomarańcze i mandarynki, czyli historie miłosne". W rolach głównych wystąpili Anna Sarna oraz Mariusz Siudziński. Śpiewali oni piosenki Marka Grechuty i Jana Kantego Pawiuśkiewicza, budując z nich wszystkich, jedną, długą historię miłosną. Ich profesjonalnemu śpiewowi akompaniował zespół muzyczny - pianino (czy fortepian syntetyczny? Nie było widać zza kolumny), kontrabas, wiolonczela i skrzypce. Słyszałem też instrumenty perkusyjne, ale ich nie widziałem, więc nie wiem, czy były one realne. Aranżacją (genialną) zajął się Krzysztof Jaszczak. Najbardziej podobało mi się wykonanie "Dni, których nie znamy". Takie oryginalne - inne. Brakowało mi jednak charakterystycznego dla tego gatunku muzyki, odgłosu gitary akustycznej, ewentualnie klasycznej ze stalowymi strunami. Ogólnie spektakl oceniam na bardzo dobry, choć zauważyłem, że wiele osób na widowni uznało go za zwykły koncert. Zabawne mogą wydawać się trzy czy cztery bisy po spektaklu.

"Skazany na bluesa"
Był to wielki dzień dla naszego miasta. 26-tego listopada 2005 wieczorem, w sali widowiskowej MOK-u zebrali się: ludzie młodzi i mniej młodzi, długowłosa młodzież w glanach, a nawet jeszcze młodsi. Najpierw wyświetlono "Skazanego na bluesa" Jana Kidawy-Błońskiego, o której to produkcji już pisałem. Jednak każdy czekał na to, co nastąpi po filmie. Na koncert największej, polskiej kapeli bluesowo-rockowej - Dżem. Opowiem krótko o jego przebiegu. Początek był znajomy z "Rockowiska": "W drodze do nieba", "Poznałem go po czarnym kapeluszu" oraz "Gorszy dzień". Przez chwilę bałem się, że koncert będzie identyczny, ale co to, to nie Dżem. Usłyszeliśmy wielki przebój z "Zemsty Nietoperzy"- "Naiwne pytania", a następnie hit z ostatniej płyty - "Do kołyski". Później coś mniej znanego - "Być albo mieć", ale od razu po nim - "Powiał boczny wiatr" i kolejny utwór z "2004" - "Szeryfie, co tu się dzieje?". Potem rozległ się wstęp do "Harley mój", a publiczność była wniebowzięta. Jednak po wykonaniu tego wielkiego przeboju, Maciek Balcar zszedł ze sceny, a panowie sami zagrali "Józa's silesian sound". Po powrocie wokalisty, usłyszeliśmy "Tylko ja i Ty" oraz te piosenki, których tak brakowało nam na "Rockowisku": "Złoty Paw", "Mała aleja róż" i "Kaczor, coś Ty zrobił". Następnie Zbyszek zagrał charakterystyczny (dla tych, którzy mieli przyjemność słyszeć "2004") wstęp na perkusji - oczywiście do "Diabelskiego żartu". A potem to, co już znałem sprzed dwóch tygodni, a wcześniej nie mogłem poznać (ale tu zagmatwałem) - "Wehikuł czasu". Skończyli. Podobno. I tak nikt im nie uwierzył. Po naszych krzykach i brawach wyszedł sam Jerzy Styczyński i pograł na dwunastostrunowej gitarze elektroakustycznej. Następnie koledzy do niego dołączyli i zagrali "Autsajdera". Potem "Whisky". I na końcu - "Czerwony jak cegła". Później już nic nie zagrali. Na szczęście zdobyłem autografy. Jednak mam znowu wiele zastrzeżeń, co do braku bardzo ważnych utworów. W ogóle, nie wiem, dlaczego - brakuje w ogóle czegokolwiek z "Detoxu" (najlepszej płyty studyjnej Dżemu), "Lunatyków", "Dnia, w którym pękło niebo", "Skazanego na bluesa", "Jesionów". Mam nadzieję, że kiedyś usłyszę te piękne utwory na żywo. Nie wspominam o "Niewinnych", gdyż powinien to śpiewać tylko sam Rysiek. Ale koncert i tak bardzo mi się podobał. Zastrzeżenia mam tylko do miejsca - mała sala z niedobrą podłogą. Nie można ani potańczyć, ani poskakać. Jednak Maciek powiedział za sceną, że być może zagrają tu jeszcze wiosną. W plenerze. Nie mogę się doczekać.

Nie wiem, komu się podobały te notki. Jedna trochę nieaktualna, ale nie miałem nigdy weny, żeby ją napisać. Pozdrawiam czytelników i życzę wesołych świąt!

3 Komentarze:

Anonymous Anonimowy by...

nie zawshe można grać najlepshe i najabardziej znane utwory - to było by nudne i monotonne, trzena czasem przepleść innymi, równie dobrymi, a wykreślić kilka tych naj, pozatym nie wshystkim musha się podobać te same utworki;) czy Ty chcesh w przyshłości pisać do jakiś gazet muzycznych sprawozdania z koncertów, festiwali itp?! mam mam wrażenia, iż takie przygotowania prowadzish i wprawiash się w owej shtuce pisania tego typu rzeczy..

pozdrawiam i również życze udanych świąt !! !! !!

10:56 AM  
Anonymous Anonimowy by...

Taak, "pomarańcze i mandarynki" były super;)

7:24 PM  
Anonymous Anonimowy by...

hm...przyszłam z zamiarem zostawienia jakiegoś inteligentnego komenta, ale może wrócę później... ;P

6:37 PM  

Prześlij komentarz

<< Home

Moje notki:


html,picture by KrzAK
powered & hosted by www.blogger.com